Przaśny żywot

Wiejski żywot

Już jestem na w kratkę, ale może to dobrze, bo jak coś mamy ciągle to sie nam nudzi i zaraz człek pragnie odmiany. Dziś w każdym bądź razie troszkę popadało, więc i do komputera zasiadłam z nudów. Chciałam uciec od miejskiego wrzasku, a ciągnie mimo wszystko do tak prozaicznej rzeczy jak internet. W mieście jest to oczywiste internet chodzi i już,  tu nie. Tutaj, jeśli internet śmiga bez zarzutu, to wielkie osiągniecie, święto niemalże. Bo albo przeszkadza w tym wiatr, albo burza, albo drzewo urosło za duże za oknem i gospodarz musiał je wyciąć, by móc normalnie pracować w necie.

Tak, czy siak dobrze,  że internet jakoś chodzi, bo w taką pogodę albo telewizja albo książka albo net się w pas kłania.

Za oknem przejrzało słoneczko i rolnicy znów ruszyli do pracy w polu. Na zawsze jest co robić. Hmm… pamiętam wieś tylko z letnich wyjazdów do ukochanego mego Dziadka. Do tej pory pozostał we mnie zapach traw i skoszonej łąki. Piękne to były czasy – beztroskie i takie pełne optymizmu.
Ostatnio spotkałam mego kuzyna, który przyznał si, iż jako dziecko podglądał mnie opalającą sie nago wśród traw, he he. A to ladaco ;-) Był młodszy ode mnie jakieś dziesięć lat, więc było na co popatrzeć.
Teraz człek ma inne problemy, inne priorytety, ale przyjemnie jest uśmiechnąć sie do swoich myśli i wspomnieć takie wiejskie u dziadków.

A póki co mam na szczęście przyjaciół z pięknym domkiem, gdzie można zrobić wypad weekendowy poza miasto i pooddychać świeżym powietrzem. Jak teraz, od razu lepiej..

A teraz zobacz:

Skomentuj wpis