Przaśny żywot

Aura

Przyjechałam na piękną pogodę, chłonięcie przyrody,  wczasowanie wiejskie pełną parą, a tu … kiszka. Albo pada, albo zimno i kąpać się nie można. Beznadzieja, a tak chciałam zapracować na ładną, letnią opaleniznę… Bo taka opalenizna z solarki nijak sie ma do tej naturalnej. Nie, nie jestem skwarą, nie przesiaduję godzinami w solarce, ale lubię wyglądać zdrowo, szczególnie latem.

Co się więc robi na wsi w taki letni czas, czas nieróbstwa? Ano siedzi przed internetem, czyta książki albo katuje telewizję. Tak na marginesie, to  w tej kablówce to chuj jeden nocuje. Nic godnego uwagi.  Zaraz będzie leciał jakiś horror, Constantine. Widziałam już, niezbyt dobry,  ale obejrzę znowu, bo co mi zostało.
Jest pierwszy sierpnia, a ja palę w kominku, bo zimno. Takie domy na wsi mają to do siebie,  że nagrzewają się szybko od słońca, ale i szybko łapią zimno. Na górze, na poddaszu jest albo gorąco albo zimno, a na dole jest zawsze zimno.

Chyba jako jedyni palimy w kominku w całej wsi o tej porze roku. No tak, mieszczuchy przyjechały.. ;-)

Skomentuj wpis